Andora w maju - o czym warto wiedzieć?
1 lipca 2026 · 5 min

Andora latem – jeziora, góry i trekking w Pirenejach
Andora od dawna była na naszej liście miejsc do odwiedzenia. Mały kraj ukryty w Pirenejach okazał się idealnym kierunkiem dla osób, które lubią trekking, jeziora polodowcowe i górskie widoki bez ogromnych tłumów. Pod koniec maja spędziłam wraz z koleżanką kilka dni w Andorze i dziś możemy śmiało powiedzieć — Andora potrafi zaskoczyć.

Jak dostać się do Andory?
Lot z Modlina do Barcelony pod koniec maja kosztował nas około 100 zł za osobę. Z Barcelony do Andory najwygodniej dostać się autobusem np. firmy Andbus do Andorra la Vella.
My nocowałyśmy w Soldeu, w hotelu Piolets, który okazał się świetną bazą wypadową pod trekkingi. Z Andorra la Vella do Soldeu bardzo łatwo dojechać autobusami L3 lub L4, które kursują mniej więcej co 20 minut. Za bilety płaci się bezpośrednio u kierowcy.

Dzień 1 – Estany Primer de Juclar i Estany Segon de Juclar
Pierwszego dnia wybrałyśmy się na trasę do Estany Primer de Juclar oraz Estany Segon de Juclar. To jedna z popularniejszych tras w Andorze i zdecydowanie warto ją zobaczyć.
Sama droga była bardzo ciekawa — górskie potoki, kamienne ścieżki i piękne widoki praktycznie od samego początku. Niestety około 20 minut przed drugim jeziorem zaczęło pojawiać się naprawdę sporo śniegu. Trasa zrobiła się dość stroma, a my nie miałyśmy ani kijków trekkingowych, ani odpowiedniego obuwia na takie warunki.
Pod koniec maja w wyższych partiach Andory nadal zalega bardzo dużo śniegu, dlatego na tę trasę zdecydowanie warto zabrać chociaż raczki oraz kijki trekkingowe.
Ostatecznie zawróciłyśmy i zdecydowałyśmy się na inną trasę — Estany de Cabana Sorda.

Estany de Cabana Sorda
To była dużo łatwiejsza i spokojniejsza trasa. Podejście jest przyjemne, a samo jezioro położone wśród gór robi świetne wrażenie.
Najciekawsze było zejście — momentami nadal leżał śnieg, a dodatkowo trzeba było przejść przez niewielki wodospad i strumienie. Mimo to całość była zdecydowanie mniej wymagająca niż Juclar i bardzo dobrze sprawdziła się jako luźniejszy trekking.

Dzień 2 – jeziora w okolicach Pessons
Drugiego dnia podjechałyśmy autobusem z Soldeu do Les Bordes d’Envalira i stamtąd ruszyłyśmy na kolejną trasę.
Naszym planem nie było zdobywanie szczytów, tylko przejście kilku jezior i spokojny trekking po okolicy. Po drodze odwiedziłyśmy:
- Estany Primer,
- Estany Forcat,
- Estany Rodó,
- Estany del Meligar.
I to był chyba jeden z najładniejszych dni całego wyjazdu.
Trasa momentami była dość wymagająca — dużo śliskich kamieni, przechodzenie przez strumyki, których praktycznie nie dało się ominąć na sucho, trochę śniegu i sporo technicznych fragmentów. Ale widoki wynagradzały wszystko. Jeziora położone pomiędzy górami wyglądały niesamowicie, szczególnie przy nadal zalegającym śniegu.
Co ciekawe, niektóre jeziora pod koniec maja nadal były częściowo zamarznięte.

Dzień 3 – Canillo i chill
Trzeciego dnia zrobiłyśmy trochę luźniejszy dzień.
Pojechałyśmy do Canillo, żeby przejść wiszący most w Andorze o długości ponad 600 metrów oraz Mirador Roc del Quer — bardzo popularny punkt widokowy zawieszony nad przepaścią.
To był bardziej dzień spacerowy niż trekkingowy. Trochę pochodziłyśmy, poleżałyśmy na polanie i po prostu odpoczęłyśmy.
Jeśli planujecie odwiedzić most i Mirador, najlepiej kupić bilety wcześniej przez Internet na oficjalnej stronie. Można wybrać pakiet albo kupić wejście tylko na most. Trzeba pamiętać, aby kupić bilety 30 min przed wejściem do autobusu, który wiezie nas na most.

Powrót przez Barcelonę i Costa Bravę
Czwartego dnia wróciłyśmy autobusem do Barcelony, a później busem Moventis pojechałyśmy do Sant Feliu de Guíxols nad morzem.
Tam spędziłyśmy jeszcze jedną noc przed powrotem do Polski. Popływałyśmy w morzu i następnego dnia musiałyśmy się dostać do Girony. W Sant Feliu za bilety również płaci się u kierowcy.
Z Girony musiałyśmy dostać się na lotnisko, bilety można kupić u kierowcy, choć wychodzą wtedy trochę drożej niż kupowane na miejscu.

Czy warto lecieć do Andory?
Zdecydowanie tak.
Andora okazała się ciekawym kierunkiem, natura, brak ludzi na przełomie maja/czerwca. Ogromnym plusem jest komunikacja autobusowa — bez problemu można dostać się praktycznie wszędzie bez samochodu.
Trzeba jednak pamiętać, że nawet pod koniec maja powyżej 2000 m n.p.m. nadal leży sporo śniegu, dlatego na bardziej wymagające trasy warto mieć odpowiednie buty, kijki trekkingowe i raczki.
Jeśli lubicie jeziora polodowcowe, trekking i górskie widoki — Andora naprawdę potrafi zachwycić.

